Dziś jest piątek, 3 września 2010, godz. 11:55. Zapraszamy do korzystania z serwisu.
Jak wygląda życie po śmierci? cz. 1
No właśnie: „Jak ono wygląda?”. Może powinniśmy zapytać o to osoby żyjące właśnie po tamtej stronie. Może nie mamy takiego prawa, by o to pytać. Może wcale nie musimy pytać, ponieważ nic tam nie znajdziemy...
Takich hipotez można by tutaj snuć w nieskończoność, dlatego temat istnienia poza ciałem jest bardzo często poruszany wśród wszystkich (no prawie) ludzi. Takowych można podzielić na trzy specyficznie myślące grupy. Pierwsza grupa to ludzie, którzy wierzą w wieczne istnienie, lecz chcą (a może nie chcą, lecz myślą, że tylko w ten sposób jest to możliwe) poznać je dopiero w wyznaczonym przez siły wyższe momencie, czyli po przekroczeniu granicy życia, inaczej mówiąc po śmierci. Druga grupa to ludzie chcący poznać drugi świat jeszcze przed zakończeniem swojego istnienia fizycznego, aby przygotować się mentalnie i zdobyć wiedzę potrzebną do tejże egzystencji. Zaś trzeci okrąg to ludzie, którzy wierzą tylko w świat materialny i uznają go ponad wszystko, najczęściej są to ludzie niewierzący w Boga. W tym arcie zajmę się głównie ludźmi z drugiej grupy, ponieważ ich doświadczenia są kluczowe w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące nas pytanie...

Co się z nami dzieje po śmierci?
Zaczynając naszą podróż w nieznane, chciałbym uświadomić wam, że nie będzie to takie łatwe, ponieważ wnioski, jakie będą was nachodzić podczas czytania tego artykułu mogą być niejednoznaczne (a nawet bardzo często takie będą), gdyż jest to temat bardziej undergroundowy niż masowo-społeczny. Dzieje się tak, ponieważ ludność jak zwykle przy tego typu sprawach potrzebuje naukowych dowodów, a takich nie jesteśmy im w stanie dostarczyć z powodów ograniczonej, ludzkiej technologii. Zatem chciałbym, aby wnioski, jakie będą przytaczane przeze mnie bądź autorów źródłowych – których prace będę wykorzystywał w tym arcie – nie były brane (choć oczywiście nie zabraniam) za istotne w waszej osobistej (ogólnej) interpretacji.
Na początek zajmę się pojęciem, które jest niezbędne przy tego typu tematach, czyli OBE. Domyślam się, że większość czytających ten artykuł wie o co chodzi, lecz jestem zobowiązany przybliżyć wam ten termin, choć zrobię to bardzo ogólnikowo. Dlaczego ogólnikowo – ponieważ w tym temacie nie interesuje nas teoria tego pojęcia, lecz wartości z niej płynące, czyli osobiste przeżycia ludzi, ich przeżycia poza ciałem. Przejdźmy jednak do rzeczy. OBE to skrót od Out Of Body Experience, co oznacza 'Doświadczenie poza ciałem'. Są to te słynne doświadczenia ludzi, którzy przeżywają śmierć kliniczną i zdają relacje z "tamtej strony". Takowa "śmierć" następuje, gdy człowiek jest pod wpływem potwornego bólu (np. podczas wypadku samochodowego), lub po zażyciu środków psychotropowych.
Następuje wówczas tak zwane rozczepienie. Ciało astralne (dusza) oddziela się od ciała fizycznego. W tym przypadku ten proces odbywa się poza naszą świadomością, lecz to nie koniec. Istnieje stwierdzenie, że człowiek opuszcza swoje ciało podczas snu, lecz nie oddala się daleko i właśnie wtedy przeżywa marzenia senne. Jednak wszystko to dzieje się po za naszą świadomością, ale ze śmiercią kliniczną jest inaczej. Kiedy nasz sobowtór opuści ciało, najczęściej odzyskuje "przytomność", człowiek dochodzi wówczas do pełnej świadomości. Na początku nie wie co się dzieje, lecz po kilku chwilach uświadamia sobie, że nie jest we własnym ciele! Jeśli to prawda, to gdzie się w tej chwili znajduje? Tego możemy się jedynie domyślać. Chciałbym jednak zauważyć, że najczęstszym widokiem ludzi w takich przypadkach jest tunel z białym światłem u końca. Zdarzają się jednak przypadki, gdzie ludzie widzą coś innego niż tunel. Obrazy pojawiające się podczas tego zdarzenia są niewytłumaczalne. Chciałbym przytoczyć tutaj pewną relację człowieka, który twierdzi, że opuścił swoje ciało podczas seansu hipnotycznego. Całe zdarzenie było zainicjowane przez znanego hipnoterapeutę dra Andrzeja Kaczorowskiego. Oto słowa mogące zilustrować istnienie tamtego świata:
Tam jest po prostu ciepło, jest wspaniale, nie umiem tego opisać, bo tego się nie da oddać. To nie jest tunel, to jest takie coś co przychodzi i jest coraz jaśniej i jaśniej. Zaczyna być ciepło, kochająco, miło, wspaniale...
Jak można interpretować takie słowa? W dodatku wszystkie wypowiedzi osób, które przeżyły śmierć kliniczną, są podobne: widać światło, towarzyszące uczucia są nie do opisania i najważniejsze – całe zdarzenie trwa bardzo krótko. Jakie możemy wyjąć z tego wnioski? Albo uwierzymy i zaufamy ludziom, którzy wzbogacili swoje życie o coś niezwykłego, albo odrzucimy wszystko i przyjmiemy to jako wytwór ludzkiego mózgu – naszej wszechstronnej wyobraźni. Ustalmy jednak, że postanowiliśmy zaufać owym "wybrańcom" i spróbujemy zinterpretować budzącą w nas ciekawość wypowiedź.
1. Zacznę od początku: "Tam jest ciepło, jest wspaniale" – słowa te mogą symbolizować towarzyszącą w tym miejscu atmosferę. Pokazują nam, że otoczenie jest nastawione przyjaźnie w stosunku do naszej osoby.
2. Następnie pan Piotr – tak ma na imię ów człowiek – powiedział, że nie potrafi tego opisać. Domyślam się, że nikt z nas nie potrafiłby opisać dokładnie czegoś, gdy nigdy wcześniej się z tym nie spotkał. To musi być coś niesamowitego, skoro nie można ująć tego w słowa.
3. Później stanowczo potwierdził, że nie jest to tunel tylko coś co przychodzi i jest coraz jaśniejsze i jaśniejsze. Jak widzimy w tejże wypowiedzi nie występuje słynny tunel, lecz jest to co interesuje nas najbardziej – światło. Co może symbolizować owo światło? Czy jest to symbol Boga, jaki był nam wpajany na lekcjach religii, czy może coś całkiem innego? Tego na razie nie wiadomo, ponieważ w tym momencie kończy się ta niezwykła przygoda... Oznacza to, że dusza powraca do swojej fizycznej powłoki.
Co znajduje się po tamtej stronie światła? Moim zdaniem jest to rodzaj swoistej nirwany – oświecenia. Człowiek czuje się całkowicie spełniony i wolny...
Nie jest to jednak wszystko na ten temat. Jak już wcześniej wspomniałem, śmierć kliniczna może być spowodowana podczas utraty przytomności, kiedy ludzki organizm jest narażony na silny ból. Istnieje jednak sposób samowolnego opuszczania ciała bez utraty świadomości i jest on znany od prawieków. Namiastki takiego stanu możemy znaleźć w różnorodnej literaturze, zaczynając od starożytnej, kończąc na dzisiejszej.
W tej chwili może wydawać się wam to zupełnie niemożliwe, lecz nie będę nawet próbował przekonać was do uwierzenia w to co jest tutaj napisane, ponieważ to zależy tylko od was. Podejrzewam jednak, że wasz umysł nie jest ograniczony jedynie do świata materialnego, bo w przeciwnym wypadku nie czytalibyście magazynu ezoterycznego ;) (chyba, że z czystej ciekawości). Dobra, przejdźmy do rzeczy. Badaniami nad ludźmi mającymi zdolności do opuszczania ciała zajmują się specjalne instytuty. Jednym z nich jest "Instytut Monroe". Co prawda założyciel tegoż instytutu – Robert A. Monroe opuścił nasz świat , jednak pozostawił po sobie trzy wspaniałe ksiązki opowiadające o jego przeżyciach, które stały się moją inspiracją. Były to przeżycia poza ciałem.
Jak zapewne pamiętacie, ludzie podczas niekontrolowanej śmierci klinicznej widzieli tunel, a najczęściej światło. U ludzi świadomie opuszczających swoje ciało był to jeden z etapów przejścia – element pośredni między światem materialnym, a mentalnym. Na potwierdzenie moich słów przytoczę fragment książki Monroe:
"Pewien zasadniczy element powtarzał się konsekwentnie, co ustalono podczas późniejszych badań nad wywoływaniem OOBE. Osoby uczestniczące w sesji, nie używając zmysłów fizycznych, zaczęły zauważać świetlny punkcik. Kiedy eksperymentator nauczył "poruszać się" w kierunku światła, stawało się ono coraz większe, a gdy przechodził przez nie, osiągał stan OOBE. "Posuwając się wolno, miało się wrażenie przechodzenia przez tunel, przed dotarciem do światła" – oto klasyczne określenie sformułowane przez wiele osób, które wywołały OOBE mimowolnie lub znajdowały się w sytuacji blisko śmierci."
A więc możemy wywnioskować, że ludzie podczas śmierci klinicznej znajdowali się – dosłownie – na pograniczu śmierci i co najważniejsze, gdyby przekroczyli ową barierę, nie mieliby powrotu – w przeciwieństwie do ludzi, którzy świadomie opuszczają swoje ciało. Dlaczego tak myślę?, ponieważ ludzie praktykujący OOBE widzą coś w rodzaju połączenia między ciałem fizycznym a astralnym (w większości przypadków jest to srebrny sznur lub lina), a w przypadku NDE (śmierć kliniczna) człowiek nie wie nawet, gdzie znajduje się jego ciało. Taka więź pozwala nam na swobodne podróżowanie poza naszym ciałem, bez obawy przed trudnościami z powróceniem. Nie jest to jednak takie łatwe, ponieważ ta egzystencja jest zależna od wielu czynników, także fizycznych, ale o tym dokładniej będzie w następnych artach. Robert A. Monroe nie miał z tym takich trudności, ponieważ stany, które pozwalały mu na opuszczenie ciała, przychodziły same już w okresie jego dzieciństwa. Trudno jednak było przyzwyczaić mu się do myśli, że miał zdolności do opuszczania swojego ciała – lecz z pomocą przyjaciół i rodziny przezwyciężył wszystkie niemiłe uczucia. Świat, jaki odwiedzał Monroe, był równoległy do świata rzeczywistego, lecz nie ograniczały go żadne prawa fizyki, jakie panowały na ziemi. Wszystko, co działo się poza jego ciałem, odbywało się za pomocą myśli – nie wykonywało się żadnych czynności, lecz wystarczyło to, że się o nich pomyślało. Człowiek czuje się tam wolny, nie ma żadnych ograniczeń. To uczucie jest swoistym relaksem i odpoczynkiem od "okrutnej?" rzeczywistości. Lecz to wszystko nie wystarczyłoby ludzkiemu umysłowi. Jak każdym człowiekiem, tak i Monroe'm zaczęła kierować ciekawość. Eksperymentował on swoim stanem w różne sposoby, odkrywał nowe miejsca i obszary poza cielesnej egzystencji, aż napotkał na dziwne miejsce, a bardziej na zdarzenie jakie tam zachodziło. Moim zdaniem ma bardzo duże znaczenie w tejże publikacji, dlatego przytoczę je wprost z notatek Monroe'a:
"Czasami, kiedy odwiedzam Obszar II, obserwuję niezwykłe wydarzenie. Obojętne w jakiej okolicy tej strefy, przebiega zawsze tak samo.
Otóż pośród normalnej aktywności – gdziekolwiek się ona odbywa – rozlega się odległy Sygnał, przypominający trąby heroldów. Wszyscy odbierają go bardzo spokojnie i zaprzestają wszelkich działań i rozmów. Jest to sygnał że ON (lub ONI) przemierza Swoje Królestwo.
Nie ma w tym grozą wywołanej czołobitności czy upadania na kolana. Postawa jest nadzwyczaj konkretna. Jest to zjawisko, do którego wszyscy są przyzwyczajeni, a kiedy zachodzi, ma absolutne pierwszeństwo przed wszystkim. Bez żadnych wyjątków.
Na Sygnał wszystko, co żyje, kładzie się (miałem wrażenie, że na plecach), wyginając ciało w łuk i eksponując w ten sposób podbrzusze (ale nie części intymne). Głowy odwrócone są na bok, aby nikt nie widział Go, kiedy przechodzi. Celem wydaje się być tworzenie żywej drogi, po której ON podróżuje. Słyszałem pogłoski, jakoby czasami wybierał ON kogoś z tego żywego mostu, a istoty takiej nikt już później nie widział, ani o niej nie słyszał. Pozycja eksponująca podbrzusza jest wyrazem poddania i całkowitej zależności, jako że ta część ciała jest najbardziej podatna na zranienie. Kiedy ON przechodzi, nikt się nie porusza, nawet nie myśli. Wszystko zamiera w chwilowym bezruchu, całkowicie i bez żadnych wyjątków.
Kilkakrotnie; kiedy doświadczałem tego zjawiska, leżałem razem z innymi. W takich chwilach nie powstaje nawet cień pomysłu, by zrobić coś innego. Kiedy ON przechodzi, rozlega się głośna muzyka i doznajesz uczucia rozchodzącej się promieniście potężnej życiowej siły, której szczyt jest wysoko ponad JEGO głową a ona cała rozpływa się dopiero gdzieś w mglistej dali. Pamiętam, jak zastanawiałem się kiedyś, co by się ze mną stało, gdyby odkrył ON moją obecność jako chwilowego gościa. Nie byłem pewien czy chciałem się tego dowiedzieć.
Po JEGO przejściu; każdy wstaje i wraca do przerwanych działań. Nie ma żadnych komentarzy czy wzmianek o tym incydencie, żadnej myśli o NIM. Akceptuje się to całkowicie, jako zwyczajną część życia w tym rejonie, lecz wyczułem jednak pewną subtelność. Zachowanie to jest tak samo obojętne, jak zatrzymanie się na światłach ruchliwego skrzyżowania lub czekanie przed szlabanem na przejazd pociągu. Nie jesteś zaniepokojony, ale czujesz jakiś niewypowiedziany respekt przed siłą, jaką reprezentuje rozpędzony pociąg. To wydarzenie ma także taki bezosobowy charakter.
Czy to był Bóg? A może Jego Syn? lub Jego reprezentanci?"
Ten fragment może dać nam bardzo dużo do myślenia (i oto właśnie chodzi ;)). Jednak po ogólnych przemyśleniach i tak nie możemy dojść do jednoznacznej odpowiedzi na tytułowe pytanie, ponieważ ze strony faktologicznej nie było by to zgodne z ludzką nauką. Na szczęście niepotrzebne są nam naukowe dowody, by odkrywać tajemnice życia, które są celem naszego istnienia. Chciałbym na zakończenie przytoczyć puentę, która może stać się dla was życiowym motto:
"Nie musimy więc czekać na ostatnie chwile życia, by dowiedzieć się jak to jest, gdy wędruje się po tym i tamtym świecie bez ciała fizycznego. Doznanie poza ciałem często związane jest z bardzo głębokimi doświadczeniami duchowymi. Bardzo wiele osób wspomina spotkanie ze Światłem, które jest źródłem miłości, wiedzy, miłosierdzia i mocy. Spotkanie z tym Światłem odczuwa się jak "powrót do domu po długiej wędrówce". Zmieniło ono wielu ludzi, nauczyło jak można kochać, przebaczać, troszczyć się o rozwój własny i innych. Budziło ukryte do tej pory umiejętności: jasnowidzenie, leczenie poprzez dotyk i modlitwę, twórczość i radość życia. Podróże poza ciało nie tylko oswajają nas z "tamtą stroną" i przygotowują do "przejścia ostatecznego". Potrafią one poprawić znakomicie jakość życia tu i teraz, poszerzyć horyzont doświadczeń i pomóc w podróży po tym świecie. Czyż nie warto więc spróbować jeszcze zanim zmusi nas do tego czas?"
Michał „ErAmon” Imaszewski
Wykorzystałem fragmenty z książki „Podróże poza ciałem” - Roberta A. Monroe
Puenta to tekst z publikacji o.s.a.w - „Poza fizycznym ciałem”
Artykuł ten pochodzi z 1 numeru magazynu internetowego "Przebudzenie"
Dodano: 10 listopada 2006, 18:51
Ilość wyświetleń: 104649
Średnia ocena: 3/5 (2 głosów)
Kategoria: życie po śmierci

Komentarze (23)
[ostatni: 20 sierpnia 2010, 05:04]Kliknij, by wysunąć listę komentarzy
-
hmm ośmielę się poprawić;
-"A więc możemy wywnioskować, że ludzie podczas śmierci klinicznej znajdowali się – dosłownie – na pograniczu śmierci i co najważniejsze, gdyby przekroczyli ową barierę, nie mieliby powrotu"
No więc tak.. jeszcze dlugo dlugo po smierci i przejsciu do parku czyli przeleceniu przez tunel można wrócić do ciała a czasem jest to wręcz wymagane ze strony innych istot. Niektorym osobom udaje sie dotrzec do zrodla czyli ujrzeć w samej istocie nasze pierwotne ja czy Boga, który znajduje się znacznie dalej niż owy "Tunel"...
-Punkt 3. Powrót do ciała ? nie do końca przeważnie daje nam cenne lekcje owa istota którą opisze poniżej, poza tym można nazwać ją bogiem jak i każdego człowieka każdą istote ponieważ każdy powstał z tej samej kuli światła Miłości i każdy jest jego cząstką.
Zaczne od Tego, że często ludzie mylą pojęcia ponieważ tunel to co innego i światło bijące miłością również. Światło lecące do nas po śmierci to nasz opiekun jak go zwał tak zwał czasem nazywają go MTJ(Moja totalna jaźń), czasem wyższą jaźnią a czasem po prostu przyjacielem. Nie wolno mylic z Tunelem poniewaz jest on istotą nie wejściem do parku. Bije od niego mnustwo Milosci zrozumienia, nie gniwa sie na nas za nic akceptuje nas bez względu na wszystko. Kazdy ma własnego MTJ'a i całe mnustwo przyjaciół których na czas wcielenia ziemskiego po prostu zapomina o nich lecz działa to tylko w jedną stronę. Tunel jest to najczęściej przeniesienie do Parku, izby przyjęć zmarłych naukowo zwanym Focusem 27 częściowo stworzyny dla nas, otoczenie w ktorym najlepiej sie bedziemy czuli, wszystko tam jest bardziej fizyczne niż w naszej rzeczywistości. Jest to miejsce gdzie zmarli dochodzą do siebie zapoznając się z nowym dla nich światem oczywiscie z biegiem czasu swiadomość duchowa wraca i jesteśmy już nie osobą z poprzedniego wcielenia lecz miłością czystą pierwotną postacią. Troszke sie rozpisałem a raczej nie powinienem był, chętnych zapraszam do napisania do mnie z przyjemnością was naucze doświadczać tego zjawiska w czasie życia ;) gg10098329.
lMind ´ 16 grudnia 2007, 00:50
-
niech ktos mi pomoze.
Agony ´ 1 sierpnia 2008, 11:08
-
Witam!!
Jestem nowym użytkownikiem tego forum.
Bardzo zaciekawił mnie ten opis,który przeczytałem.
Ja ze swojej strony uważam , że to co zostało napisane jest bardzo logiczne i prawdziwe.
Sam jestem osobą wierzącą(staram sie)i chodzę do kościoła.Wiele razy zastanawiałem się i zastanawiam jak to jest po śmierci.
Dokładnie 2 miesiące temu zmarł mój młodszy brat.
Same przeżycie z tym związane jest okropne i nie do opisania. Wierzę i jestem przekonanay, że nie po to żyjemy by tylko pracować,używać życia i robić jeszcze milion różnych rzeczy, ale po to by żyć dalej.
Mam tu na myśli ''wieczność'', czyli życie z Bogiem w jego królestwie i cieszenie się Jego obecnością.
Z całą pewnością jest to Łaska.
A te opisy Roberta A.Moreea tylko potwierdzają moje zdanie.
BĘDZIEMY OCENIANI Z MIŁOŚCI -pamiętajcie o tym
pozdrawiam wszystkich Rysiek z Opola
-
Witam. Ja mam takie pytanie, co się dzieje dalej. Mam 20 lat zyje sobie, mysle, zbieram rozne rzeczy doswiadczenie.. potem mam 50, 70 lat, zone, dzieci, moje dzieci maja swoje potomstwo, a ja nadal zbieram doswiadczenie, nauke, fizyczne dobra.. mam 80 lat. mysle nadal... jestem umierajacy, mam ta swiadomosc. jakie to uczucie? czy to cos jak sen, po ktorym obudze sie nnp w nowym ciele? co ze swiadomoscia, jak to wyglada? jest to strasznie trudne pytanie i ciezkie do odpowiedzi. ale co jakis czas ono mnie nurtuje. co sie dzieje po smierci? reinkarnacja do innego ciala? raczej nie. moze nie wyrazilem sie dostatecznie jasno, ale nie wiem jak to wyrazic
dimmu ´ 10 czerwca 2009, 12:46
-
Witam wszystkich! Artykuł bardzo mnie zaciekawił. W tym roku odeszły z tego świata najbliższe dwie osoby... I to w ciągu krótkiego czasu...Różnica pomiędzy nimi była ok. miesiąca... Załamałam się kompletnie i zaczęłam wądpić, iż istnieje lepszy świat... Czytałam jedno forum i teraz ten artykuł... I właśnie po nim coś we mnie drgnęło... Pamiętam jak kilka lat temu miałam przedziwny sen... Szłam sobie lasem bądź w parku spacerowałam. Szłam pewnie i z uśmiechem. Nie bałam się niczego, aż nagle... Rozerwała się ziemia i wpadłam niezauważając stszeliny... Krzyczałam lecz przecież na próżno... Spadałam i spadałam... Było niby ciemniej i ciemniej... A następnie coraz jaśniej... Aż nagle się ocknęłam z takim bólem, że szok! Czytałam, gdzieś, że mógl to być powrót duszy do ciała... Było to straszne. A wczoraj miałam w sumie podobny sen... Lecz przyjemniejszy.. W tym śnie byłam szczęśliwa, cieszyłam się życiem, dzieliłam te życie z innymi bliskimi mi ludźmi.. I nagle pojawiło mi się malutkie światełko, te światełko jednak zbliżało się do mnie ... było coraz bliżej i bliżej.. Nagle ta światość wypełniła cały mój jakgdyby "ekran" i się obudziłam... Nie wiecie może co te dwa przypadki mogłyby znaczyć lub czym wogóle były?
*Za wszelkie spotkane błędy przepraszam i liczę na odpowiedź.
madzia ´ 16 sierpnia 2009, 15:36
-
Witam. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy , jeszcze bardziej zafascynowało mnie .zycie po śmierci. Dla osób które tracą kochane i najblizsze osoby jest to ból i żal do całego świata. Czy tam po drugiej stronie, jest na prawdę tak dobrze ,że nie chce się wracać z powrotem?? Szkoda tylko że nie wszyscy mają drogę powrotu i muszą iść dalej czy tego chcą czy nie. Jestem ciekawa czy osoby które przeszły na drugą stronę życia mogą przychodzić do nas w snach lub czuwać nad nami. Jest tyle pytań dotyczących życia po śmierci, ale nikt tak do końca nie wie jak tam jest. Niby są jakieś dowody , ale tylko to pewnej granicy. Na pewno wszyscy się dowiemy jak tam jest, wszystko w swoim czasie. Pozdrawiam !!
-
Opisanie stanu śmierci i świata po śmieci jest zadaniem awykonalnym, przekraczającym pojmowanie. Im więcej czasu mija od tej chwili i czym więcej o tym myślę tym bardziej mój umysł stara się zapełnić ten stan nieistnienia, jakimi obrazami, ideami, odczuciami, czymkolwiek, by był on jakoś dla niego przyswajalny. Bronie się przed tym, ale jak myśleć o czymś, co jest nicością, co jest zaprzeczeniem całego istnienia, gdy nawet myśląc o zerze jako o braku czegokolwiek wyobrażamy sobie, że w opozycji coś musiało kiedyś istnieć by zrozumieć to zero jako brak tego czegoś. Nie da się tego przełożyć na odczucia, bo one tam nie istnieją jako część życia. Aby to „pojąć” trzeba by nie żyć, choć przez chwilę albo cała wieczność, bo czas przecież tam nie istnieje.
Śmierć, negacja życia i wszystkiego, co z nim związane.
By przybliżyć się do tego nie wystarczy wyjść z ciała, trzeba by przestać, myśleć, czuć cokolwiek nawet w tak posadowych odczuciach jak zimno i ciepło przestać istnieć jako ja zrywno ciałem jak i duchem i jeszcze krok dalej.
Nie może więc być mowy o widzeniu jakichkolwiek tuneli, czy białego światła.
Wiec, co tam właściwie jest?
Wiem, że w tym momencie sobie zaprzeczam, ale przecież tam żadna logika nie istnieje.
Znaczenie słów będę traktował bardzo umownie. Doświadczyłem tam istnienia czegoś, podkreślam jeszcze raz czegoś co nazywamy bogiem, jakiejś siły sprawczej, wymyka się to wszelkim religią opartym przecież na dogmacie, i próbie wytłumaczenia istoty boga a ja nabyłem tę pewność istnienia, ale nadal nie rozumiem, czym to coś jest, jeszcze bardziej to dla mnie niepojęte niż śmierć. Nie stałem się przez to religijny.
Wiem też, że gdy znowu tam tafie myślę ze nie będę się bał i spotkam tam tych, których już tam widziałem, tych, którzy odeszli przed mną.
Tylko jednego się boje, nie wiem, w jakim celu dostałem jeszcze raz życie i jak postępować, aby je właściwie wykorzystać.
To spory ciężar.
A
-
Niestety to wszystko jest tak bardzo skomplikowane i takie trudne do zrozumienia. Myślę, że dla wybitnych naukowców również byłoby to trudne do pojęcia... Jesteśmy zwykłymi ludźmi... Nie jesteśmy w stanie pojąć tego czego nie ma.. Możemy jedynie w to wierzyć.. Ale być przekonanym, że to wszystko jest nie jesteśmy w stanie, ponieważ nasze oczy nie widzą tego i nasz mózg nie jest nawet w stanie sobie to wszystko wyobrazić... Jesteśmy isitotami o ograniczającej inteligencji i to przez to nie możemy tego pojąć.. Dopuki nie umrzemy nie dowiemy się czy coś tam jest.. Nikt do nas nie przyjdzie i nie powie jak tam jest... Niestety... Trzeba nam czekać... I może kiedyś spotkamy się w innych lepszych czasach..?
madzia ´ 5 września 2009, 15:18
-
Mistycy wiedzą, że Bóg to nieskończona PEŁNIA Miłości, Miłosierdzia, Współczucia, Światłości - bez granic - gdy się tej Pełni doświadcza umiera się z nieskończonej ekstazy. I co najważniejsze - choć ta Pełnia nie ma granic jest w każdej i każdym z nas - jest we wszystkim, a wszystko jest w Niej !!! Pozdrawiam
M.Jacek ´ 23 października 2009, 11:58
-
Przy okazji zapraszam do odwiedzenia strony www.przeslanie.info - jest tam i o jasnej i o ciemnej stronie mocy - bo obydwie istnieją - i o życiu, szarym życiu gdzie trud i radość się przeplatają
M.Jacek ´ 23 października 2009, 12:02
-
Dodam jeszcze jedną bardzo WAŻNĄ rzecz - naszym celem - celem naszej Duszy - jest zjednoczenie się z Bogiem - z Miłością i Światłością - czyli Zbawienie - Nieśmiertelność !!! Osobiście też wierzę, że kiedyś również nasze Ciała zdołają się zjednoczyć z Bogiem - i wtedy też staną się wieczne tak jak dusza. Na w.w stronie piszę o tym w natchnieniach. Ta wiara jest też kwintesencją Chrześcijaństwa !!!
M.Jacek ´ 23 października 2009, 12:06
-
Arturro,
Ty wiesz, po co dostales nowe zycie. Jak sam napisales - by je wlasciciwie wykorzystac. Bedac tego swiadomym, znajdziesz sposob jak to zrobic. Ciezar z czasem bedzie tracil na wadze. Pewnego dnia, jak juz znajdziesz droge we wlasciwym kierunku, przestaniez juz go odczuwac.
Basz spokojny.
Powodzenia.
yolaah ´ 30 października 2009, 11:23
-
zycie po smierci hmm... moja babcia miala smierc kliniczna obudzila sie 2 dni po ,smierci' mowila ze widziala piekna brame dalej nie pamietam. ja boje sie tego ze obudze sie w trumnie a tamta strona jest zalezna od nas i od Boga
-
To jeśli coś tam po drugiej stronie jest ... To dlaczego człowiek boi się tego wszystkiego? Dlaczego Bóg nie powie :"nie martw się wszystko będzie dobrze. Będziesz żyć dalej!" Dlaczego tego nie powie? Dlaczego Go nie widzimy w/z nieba? Niby ludzie czują Jego obecność... Ale ja niestety nie... Dlaczego każdy choć na chwilę nie może ujrzeć Boga?
...
madzia ´ 28 listopada 2009, 13:48
-
M.Jacek pomyśl o tym, czemu właściwie miałoby tam służyć ułomne ciało?
Dziękuję Yolaah, bardzo optymistyczne, chciałbym, aby tak było jak piszesz.
Madziu, po tym wszystkim zacząłem wierzyć w reinkarnacje, myślę też, że rodząc się nie pamiętamy jak tam jest, dlatego bo mając tą świadomość niewielu chciałoby żyć. A za życia nie może nas spotkać nic wspanialszego od śmierci :)
A Bóg nic nie powie, bo boga nie ma, przynajmniej takiego, jakim sobie go wyobrażamy, to coś nie pojętego rozumem, przekraczające ludzka zdolność pojmowania. Może być tez tak ze bogiem jest wszystko, zarówno to, co istnieje, nie istnieje, istniało, nie istniało, będzie istnieć i nie istnieć, choć czas tu nie ma żadnego znaczenia. Może to też być suma wszystkich jaźni ludzkich, bo to jedynie zostaje z człowieka po śmierci, ale to wszystko tylko moje domysły
Od czasu, gdy tu pisałem pierwszy raz, słyszałem historie osoby, która miała pretensje do lekarzy i rodziny, że ją niepotrzebnie odratowali, bardzo chciała tam powrócić w końcu urzeczywistniła to pragnienie umierając we śnie. Wyda to się wam wręcz dziwaczne, dla mnie i innej osoby, z która rozmawiałem a jak ja powróciła do życia jest normalne. Nie znaczy to ze mam albo miałem kiedykolwiek skłonności samobójcze, cieszę się dobrym żywotem, chwilami bywam nawet szczęśliwy, po prostu to, co się dzieje jest iluzja a prawdziwy świat jest po śmierci a tu wysyłani w niepojętym dla mnie celu. Nie chce myśleć, że za karą albo dla jakiejś próby, niemiałoby o najmniejszego sensu.
Może też świat istnieje, dlatego że my istniejemy tworząc go w jakimś wspólnym umyśle obracając się w tym zamkniętym kręgu, bez możliwości wyjścia do póki nie uświadomimy sobie, że życie jest wspólnym snem.
-
Ale jeśli życie byłoby snem nie bylibyśmy w stanie dotknąć i doświadczać tego czego doświadczamy... Po zadaniu przeze mnie pytania: "Czy Bóg rzeczywiście isnieje?" ksiądz odpowiedział mi tak: " A skąd się wziął świat?" ja mu na to : "Z cząsteczki.". Ksiądz dalej mnie pytał: "A ta cząsteczka skąd się wzięła?" Ja na to :" Musiał być ktoś kto ją stworzył". I wtedy ksiądz mi powiedział:" Tak masz racje. I ten ktos jest Bogiem bo On jest stwórcą i Bogiem tego świata." A ja na to: "A skąd się wziął Bóg?" Ksiądz na to:" Bóg nie ma początku ani końca."... I dzięki temu dialogowi i kilku doświadczeniom zaczynam zauważać to czego do tej pory nie dostrzegałam...
madzia ´ 29 grudnia 2009, 10:15
-
Elo sorry ze sie wtrącam mam 16 lat wczoraj wyszedłem ze szpitala. Niewiem jak to opisac ale byłem jedna nogą po tamtej stronie i wcale nie widziałem zadnego tunelu ani swiatła .Widziałem od gory jak z kamery swoją smierc odeszłem z ciała i dostałem adrenaline ponoc nie oddychałem 26 min i serce mi niebiło .Wszystko mi sie zdarzyło gdy sie naćpałem z kolegami i oglądałem swoja smierc od gory normalnie wiedziałem co sie dzieje ale nie mogłem nic zrobic ,dopiero po 6 godzinach sie przebudziłem w szpitalu prosze kogoś kto przezył to niech do mnie napisze na gg 1582352 prosze nie zartowac ze mnie przez gg to powazna sprawa kto chce niech sie pyta mnie przez gg na ta strone nie wejde wiec mi nieodpowiadać w komentarzach
-
Witam.
Napisałem książkę, którą zatytułowałem ŚwientypiotR. Każdy, kto ma pytania na temat życia po życiu, na pewno znajdzie dla siebie odpowiedź w mojej książce.
Święty ...V... Graal
Jest tematem przewodnim przedmiotowej książki.
Nie jest to kolejna nieudana próba rozwiązania zagadki trwającej już od wiele lat, której podejmują się nie tylko poszukiwacze skarbów i tropiciele sensacji, ale też badacze historii czy ezoterycy poszukujący prawdy o świętym Graalu.
ŚwientypiotR
jest napisany językiem zrozumiałym dla czytelnika.
Książka zaczyna się od grafiki proroka Ezechiela, którą zatytułował „Boży Rydwan”.
Pierwszy rozdział mojej książki jest bezpośrednim nawiązaniem do pracy Ezechiela.
Wyjaśniam w nim czytelnikowi, jaki związek moja praca ma z jego enigmatyczna wizja przyszłości, która była tematem często interpretowanym przez artystów.
Ezechiel był kapłanem żydowskim, żyjącym w VI w. p.n.e., jeden z tak zwanych proroków większych. Działał w Jerozolimie 598 - 597 p.n.e. Został uprowadzony wraz z Izraelitami przez Nabuchodonozora II do Babilonii.
Na wygnaniu podtrzymywał wiarę w powrót do ojczyzny, zastanawiał się nad kształtem przyszłego państwa żydowskiego. Zmarł na wygnaniu. Przypisuje się mu autorstwo Ksiąg Ezechiela (ok. 585 p.n.e.), przeredagowanych w III w. p.n.e.
Rozdział drugi zatytułowałem „PassEporT”
PassEporT jest skrawkiem papieru, którego okoliczności powstania są owiane niezwykłą tajemnicą. Jeśli dodam, że ów kartka jest mapą, która zaprowadziła mnie do tajemniczej ręki z nożem na obrazie Leonarda da Vinci, który zatytułował Ostatnia Wieczerza, książka staje się tym bardziej atrakcyjna. Prawdopodobnie jest to dłoń św. Piotra. Ale czy na pewno? Pozory jak wiemy mylą...
Moja książka w zaskakujący sposób wyjaśnia wszystkie poruszone aspekty, które w tej kombinacji tworzą niezwykle logiczną całość, a zagadka Świętego ...V... Graala zostaje rozwiązana.
To wartościowa lektura, która skłania do refleksji.
Mam skromną nadzieją, że trafiłem w wasze niezwykle wysmakowane gusta w sferze literatury i sztuki.
Dobra książka, to sugestywne dzieło, a właśnie takim jest ŚwientypiotR
zapraszam na stronę http://www.allegro.pl/item976439011_swientypiotr.html
logan ´ 28 marca 2010, 12:18
-
CZYTAM TEN ARTYKUŁ I WASZE KOMENTARZE I MYŚLĘ,ŻE MAM BARDZO DUZE DOŚWIADCZENIE JEŚLI CHODZI O ŻYCIE PO ŚMIERCI.MIMO SWOJEGO MLODEGO WIEKU DOŚWIADCZYŁAM JUŻ KONTAKTU Z BLISKIMI MOIMI KTÓRZY UMIERALI.ODBYWAŁO SIĘ TO ZA ZASADZIE SNÓW I NAMACALNEGO WIDOKU ZMARŁEJ OSOBY.WIEM,ŻE ODZIEDZICZYŁAM TO PO RODZICACH-RODZICE 3 RAZY BUDOWALI DOM,BO W KAŻDYM CIĄGLE KTOŚ PRZYCHODZIŁ.SKRZYPIAŁY KRZESŁA,DUSIŁO ICH.JAKO DZIECI ŚMIALISMY SIĘ Z TEGO-AŻ DO PEWNEGO DNIA KIEDY UMARŁ MÓJ CHRZESTNY.NIE ZDĄŻYŁAM SIE Z NIM POŻEGNAĆ W SZPITALU-ZMARŁ NAGLE.TO BYŁ CIOS-I JA Z TEJ TĘSKNOTY TAK ROZPACZALAM,ŻE ZATRZYMAŁAM GO W SWOJEJ AURZE.PEWNEGO RANKA WIDZIALAM NAD SWOIM CIAŁEM OBŁOK LUDZKIEGO CIAŁA KTÓRY SPADŁ NA MNIE I POCZUŁAM CIĘŻAR W KRĘGOSŁUPIE.PIERWSZE CO POMYŚLALAM,ŻE WĘDROWALAM W ŚNIE-ALE PO WIZYTACH U ZNAJOMEJ ENERGOTERAPEUTKI DOWIEDZIALAM SIĘ CO SIE STAŁO.JEGO DUSZA WESZŁA WE MNIE.ZACZĘŁAM CHOROWAĆ NA TE PRZYPADLOŚCI CO ON-PROBLEMY Z TRZUSTKĄ,WĄTROBĄ.SZOK-ALE PRAWDA.UDALO MI SIĘ ODWOŁAĆ I JUŻ NIE ROZPACZAĆ TAK STRASZNIE.KOLEJNO 2LATA PO TYM ZDARZENIU UMIERA KOLEJNY MAMY BRAT.PRZYCHODZI NA JAWIE I SPOGLĄDA NA MNIE.PÓŹNIEJ OJCA BRAT UMIERA-POWIEDZIELI SOBIE W PEWNYM MOMĘCIE,ŻE KTÓRY PIERWSZY ODEJDZIE TO POWSTRZYMA TO CO SIE DZIEJE U NAS W DOMU.FAKTYCZNIE BYL SPOKÓJ I UCISZYŁO SIĘ.ALE ZDARZALO SIĘ,ŻE W NOCY KTOŚ CHODZIŁ PO DOMU,PRÓBOWAŁ USIĄŚĆ NAM NA KOLANACH LUB ODCZUWALISMY-TAK JAKBY KTOS SIĘ NA NAS POKŁADAŁ.NAJGORSZY MOMENT W MOIM ZYCIU-27LISTOPADA 2009R PO DŁUGIEJ I CIĘŻKIEJ CHOROBIE UMIERA MOJA UKOCHANA MAMUSIA-PRZY CHWILI SAMEJ SMIERCI MNIE NIE MA-MAMA UMIERAŁA W HOSPICJUM PRZY MOIM RODZEŃSTWIE I OJCU.JA PO DNIU OPIEKI WRÓCILAM DO DOMU NA ODPOCZYNEK.STAN BYŁ CIĘŻKI.MODLILISMY SIĘ Z MĘŻEM,ODMAWIALIŚMY KORONKĘ I W PEWNEJ CHWILI POWIEDZIALAM MAMIE,ŻE JESLI JEST GOTOWA TO NIECH JUZ NAS ZOSTAWI I ODEJDZIE-CIERPIALA STRASZNIE.BÓL ROZDZIERAŁ MNIE OKRUTNIE PATRZĄC NA JEJ CIERPIENIE-POPROSIŁAM JĄ,ŻEBY NIE UMIERAŁA PRZY MNIE BO SERCE MI PĘKNIE-I TEŻ TAK ZROBIŁA.W CHWIKĘ PRZED ODDANIEM OSTATNIEGO TCHNIENIA WSZYSCY POCZULI TAM OKRUTNY CHŁÓD-TAK JAKBY ICH COŚ PRZESZYŁO.ZAPYTALI MAMĘ CZY KTOŚ PO NIĄ PRZYSZEDŁ.KIWNĘŁA,ŻE NIE.PŁOMIEŃ OD SWIECY SZALAŁ-A ONI CZULI STRASZNY CHŁÓD.I TAK ZE DWA RAZY.PEWIEN MOMENT-MAMA OTWIERA SZEROKO OCZY I ODDAJE OSTATNI DECH-ŚMIERĆ JA ZASKOCZYŁA.POJECHALISMY Z MĘŻEM JAK SZYBKO SIE DAŁO-SZOK,ŻE UMARŁA.ALE PATRZĄC NA JEJ GRYMAS TWARZY-ODCZYTAŁAM,ŻE JUŻ NIE CIERPI I JEST JEJ DOBRZE.NIE DA SIE TEGO PISAĆ.W TĄ NOC CO UMARŁA-PRZYSZŁA DO NAS.CHODZIŁA W DOMU.SIOSTRA WIDZIALA W DRZWIACH SWOJEJ SYPIALNI ORSZAK LUDZI UBRANYCH NA BIAŁO I MAMA Z NIMI UŚMIECHNIETA,SZCZĘŚLIWA-I ZNIKA.RÓWNY MIESIĄC PO ŚMIERCI KOLEJNE SNY-UBRANA W PIEKNA SUKNIĘ Z WALIZKAMI-GOTOWA DO WYJZADU.NASZE MYSLENIE-PRZECHODZI NA KOLEJNY ETAP.KOLEJNY MIESIĄC I TA SAMA SYTUACJA.JA OPIEKOWALAM SIE MAMĄ-CZUŁAM ŻAL,ZE NAS ZOSTAWIŁA I CHCIALAM TYLKO WIEDZIEĆ OD NIEJ CZY JEJ TAM DOBRZE.DOCZEKALAM SIĘ SNU.STAŁA ZA OKNEM-DZIELIŁA NAS SZYBA.ZAPYTAŁAM JĄ GDZIE JEST-ONA SIE UŚMIECHNĘŁA.POWIEDZIALAM JEJ,ŻE JAK MI NIE MOŻE POWIEDZIEĆ TO CHCĘ TYLKO WIEDZIEĆ CZY JEST JEJ TAM DOBRZE.ODPOWIEDZIALA,ŻE JEST JEJ TAM DOBRZE,JEST SZCZĘŚLIWA I JĄ NIC NIE BOLI.CHCIALAM JEJ PODAC RĘKĘ-ALE POKIWALA MI PALCEM,ŻE TO JESZCZE NIE TEN CZAS.UWIERZCIE MI TO BYŁ DLA MNIE SZOK!!!!KOLEJNY SEN NA JAWIE-ODWIEDZAM JĄ W DOLE GDZIE JEST TRUMNA.LEZY PRZYKRYTA PŁÓTNEM DO SZYJI-NAGLE OTWIERA OCZY I SPOGLĄDA NA MNIE.PYTAM JĄ CZY WSZYSTKO DOBRZE-ONA,ŻE TAK,JEST SZCZĘŚLIWA I MAM JUŻ PÓJŚĆ,BO TO NIE MIEJSCE DLA MNIE.PRZEBUDZAM SIĘ,ALE WCALE NIE SPALAM.BUDZĘ MĘŻA,ŻEBY MU TO NA GORĄCO OPOWIEDZIEĆ.CZUJĘ JEJ OBECNOŚĆ,CZĘSTO JAK POJAWIA MI SIĘ JEJ TWARZ W TYCH NIBY SNACH PRÓBUJE SIE PRZYTULIĆ DO MNIE A JA KRZYCZĘ -ALE MĄŻ SŁYSZY TYLKO MOJE PISZCZENIE I MNIE PRZEBUDZA.NIE UMIEM WAM TEGO WYTŁUMACZYĆ-BO TEN KTÓRY TEGO DOSWIADCZYŁ -WIE O CZY JA PISZĘ.NIE MA DNIA,ŻEBYM NIE BYŁA NA CMENTARZU.RÓWNE 3MIES PO JEJ ŚMIERCI UMIERA 2MARCA JEJ MATKA A MOJA BABCIA.BABCIA PRZYCHODZI SIE POŻEGNAĆ RAZ.2TYG PRZED JEJ ŚMIERCIĄ SIOSTRA MA SEN-NASZA MAMA ŻEGNA SWOJA KOLEŻANKĘ Z PRACY,ŚCISKAJĄ SIĘ I MÓWI DO MOJEJ SIOSTRY(A WY TO SAMO ZRÓBCIE Z BABCIĄ).NIKT Z NAS NIE ROZUMIE TEGO SNU.DOSTAJEMY TELEFON WIECZOREM PÓŹNYM,ŻE BABCIA UMARŁA-SZOK!!!!!!!NIE ZDĄŻYLISMY SIĘ POŻEGNAĆ.SĄ TO CIĘŻKIE SPRAWY.TYDZIEŃ TEMU BRATOWA URODZIŁA SYNKA.SIOSTRA MA SEN-A W NIM MAMA MÓWI JEJ-WRÓCIŁAM.JESTEŚMY PRZEKONANE,ŻE TO WŁAŚNIE JEJ DUSZA NARODZIŁA SIĘ W TYM MALEŃSTWIE.MOŻECIE SIĘ SMIAĆ,ALE MOJE DOŚWIADCZENIA SA DUŻE I WIERZĘ,ŻE CIALO FIZYCZNE UMIERA A DUSZA ŻYJE WIECZNIE,JEST TEN INNY ŚWIAT.
-
Niestety artykuł mnie ani trochę nie przekonał ponieważ jego głównymi elementami była śmierć kliniczna. Śmierć człowieka następuje wtedy gdy umiera pień mózgu a podczas śmierci klinicznej pień cały czas jest żywy, to po pierwsze. Poza tym sam mózg obumiera doszczętnie dopiero po 6 godzinach od zatrzymania akcji serca dlatego możemy jeszcze odbierać bodźce słuchowe i wzrokowe, niestety nasz świadomość spada na 6 poziom (na 100) Wszystkie doznania w trakcie życia: "pozagrobowe" też wydają być się bez sensu ponieważ potęga naszego mózgu a zwłaszcza podświadomości jest niewyobrażalna i obrazy możemy tworzyć sami. MADZIAAA28 mówiła o tym że cieszy się że mama powróciła no to przepraszam jak syn jej siostry umrze to będzie madal mamą czy siostrzeńcem - za kim będziesz płakała - lekkoo dziwne.
Napotkałem też po drodze zdanie "tam pewnie nie występują prawa logiki" - jeśli ktoś kiedykolwiek miał do czynienia nauką która nazywa się logiką doskonale wie że prawa logiki dawno wykluczyły możliwość istnienia boga - "paradoks omnipotencji"
Wniosek logiczny ze wszystkich wypowiedzi jest jeden: nawet jeśli istnieje życie pozagrobowe nie jesteśmy już tymi samymi istotami: ponieważ na naszą odmienność, człowieczeństwo składają się miliony czynników a zwłaszcza tak prozaiczne jak dobro i zło. Jeżeli tam jest inaczej niż tu, "niebo" nie rządzi się prawami logiki, fizyki, dobra i zła to przestaniemy być sobą.
Wniosek:
Po śmierci obojętnie czy istnieje życie pozagrobowe czy nie przestajemy istnieć nasza jaźń i tak będzie zupełnie inna.
Nie będzie tych których kochaliśmy i tego co kochaliśmy: teoretycznie będą ale zupełnie inni...
Moje gg:12476761
core2 ´ 4 maja 2010, 18:03
-
madzia-zadajesz pytania trudne ale zarazem wazne.Na te pytania wiekszosc z nas nie znajduje odpowiedzi mimo ze bardzo bysmy chcieli je znac.Postaram sie na kilka z nich odpowiedziec.
"Dlaczego nie widzimy Boga".Nie widzimy Go dlatego ze jakie wtedy bylyby nasze zaslugi w czynieniu dobra.W czynieniu milosci,we wzrastaniu w zyciu wedlug 10 przykazan gdybysmy wiedzieli namacalnie ze Bog jest.Po to zostal nam dany dogmat.
"Dlaczego czlowiek boi sie tego wszystkiego"-mysle ze chodzi ci o umieranie.
Otoz dlatego ze czlowiek sie przyzwyczaja do tego ziemskiego istnienia.Uwaza ze nie jest zle i nie chcialby aby bylo gorzej.Zna to swoje zycie a tam,po drugiej stronie jak jest naprawde nikt nie wie.Dlatego jest ta niepewnosc ktora w zestawienieu z tym co pewne tu na ziemi powoduje ta wlasnie obawy i za tym idzie trwoga czy bojazn a u niektorych nawet strach.
"Dlaczego Bog nam nie powie-nie martw sie -wszystko bedzie dobrze".On nam to mowi.Wlasnie to nam czestpo powtarza w Biblii.Przeciez Jezus daje nam wskazowki jak zyc i mowi nam-jesli bedziesz tak zyl-to nie martw sie-wszystko bedzie dobrze.Bog wysyla do nas prorokow.Tak samo jak bylo to przed wiekami-tak samo jest i teraz.Przeciez Bog jest zywy i zawsze ma nam wiele do powiedzenia.Przez prorokow wspolczesnych takich jak np.sw.Faustyna Kowalska-uczy nas bycia milosiernymi-tak jak On jest milosierny.Uczy nas ze odmawiajac Koronke do Jego Milosierdzia zaskarbiamy laski np.umierajacym.Wypraszamy litosc i milosierzdie Boze nad swiatem za grzechy nasze i innych.Z odmawianiem Koronki zwiazane sa kinkretne obietnice dotyczace samej osoby odmawiajacej ja.
Przez Rozalie Celakowna Bog nas uczy o swoim Najswietszym Sercu.Prosi nas-Polakow o jego Intronizacje w naszym narodzie.Z jej przeprowadzeniem zwiazane sa konkretne obietnice.Podobnie jak z jej nie przeprowadzeniem .Takie przyklady moznaby mnozyc.Bog jak widac mowi nam-"nie martw sie...".
"Dopoji nie umrzemy nie zrozumiemy i nie dowiemy sie czy cos tam jest"-nie-madzia.Przeciez sa DOWODY na istnienie zycia po zyciu.Ot chocby poczytaj ksiazke Raymond Moody-Life after life.W tej ksiazce autor przeprowadza badania nad dziesiatkami NDE.Lekarz z zawodu cieszacy sie sympatia i zaufaniem pacjentow otrzymuje od nich wyznania o dziwnych przezyciach.Wkrotce lekarz spostrzega jakis wspolny mianownik tych zjawisk.Rodzina i znajomimnamawiaja go do napisania na ten temat publikacji i w ten sposob powstaje swietna ksuiazka dokument.W niej autor rozprawia sie rzetelnie ale ostatecznie z rzekomym zjawiskiem reinkarnacji.Udowadnia ponad wszelka watpliwosc to ze jest to chytre oszustwo hindusow.W tej ksiazce sa twarde DOWODY na istnienie Boga.
Inna pozycja-Maria Simma-Moje spotkania z duszami czysccowymi.
Pod tym linkiem znajdziesz wiele ciekawych pozycji ktore pomaga ci poznawac Boga i Jego Matke-Maryje.
http://www.voxdomini.com.pl/
Powodzenia.
-
MAADZIAAA28 -przykro mi to mowic ale wierzysz w zabobony.Twoja babcia czy mama nie moze sie narodzic w synku twojej siostry bo byloby to cos co sie nazywa reinkarnacja a czegos takiego po prostu nie ma.Kazdy czlowiek ma jedno suwerenne zycie na ziemi i pozniej zyje nadal-tyle ze nie na ziemi a w niebie lub w piekle i.na wiecznosc.Jesli chodzi o zjawiska o ktorych piszesz typu duszenie,straszenie,halasy i tym podobne sprawy-sa to zjawiska pochodzace od zlych mocy czyli z piekla.Nigdy nie z nieba ani z czyscca.Zjawiska te sa zwiazane z domostwami ludzi ktorzy zajmuja sie albo zajmowali w przeszlosci np.seansami spirytystycznymi,jakimis tarotami lub innymi wrozbami,lecznictwem niekonwencjonalnym czyli tzw.bioenergoterapia itd.Ktores z twoich rodzicow lub ktos inny z twojej rodziny albo sam sie ktoras z tych rzeczy zajmowal albo uczestniczyl kiedys w czyms takim.To jest droga ktora niejako zaprasza sie nieswiadomie zle duchy do swojego domu.
-
moim zdaniem ten człowiek był chory psychicznie cierpiał na jakas paranoidalna schizofremie,czy wy naprawde wierzycie w te bzdury o muzyce i jakiejs poteznej istocie?jmoze pomaga wam to w zyciu codziennym ale to brzmi jak kiepski film o zdarzeniach paranormalnych
Dodaj komentarz
Opcja dostępna po zalogowaniu. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz je łatwo utworzyć.